Dolomity 2019

Val di Fassa
Pozza di Fassa


Te małe ludziki na tle wysokich gór to my, ludziki z Głogowa. A góry to Dolomity, a dokładnie Catinaccio (po włosku), Rosengarten (po niemiecku), Ogród Różany (po polsku). Na tych wysokościach róż raczej brak, ale o zachodzie słońca skały płoną kolorem czerwieni. Catinaccio jest jedną z najbardzej popularnych grup w Dolomitach i byliśmy tam nie po raz pierwszy.

Dolomity leżą po południowej stronie głównego łańcucha Alp, w całości na terenie Włoch. Jako grupa zorganizowana z klubu Watra byliśmy tam wiele razy. Dwa razy w części wschodniej w okolicach Cortina d’Ampezzo, trzy razy w części centralnej, dwa razy w zachodniej,Dolomity Brenta. Poza właściwym obszarem Dolomitów we Włoszech byliśmy też w Dolinie Aosty, czy nad Lago di Garda i Lago di Como. W drugiej połowie sierpnia, gdy kończy się już letni szczyt urlopowy, a na wyższych wysokościach zalega już śnieg, na szlakach turystycznych czy na ferratach tłumów już nie ma. Ale dojechać w ten rejon zawsze jest trudno, raz,że daleko, dwa, że zawsze trafia się na mniejsze lub większe, lub olbrzymie korki. Dziewięćdziesiąt procent zmotoryzowanych turystów jedzie dalej na południe nad włoskie morze, stoją w korkach zaś wszyscy czy miłośnicy morza czy gór. Najbardziej zakorkowany jest przejazd przez przełęcz Brennero łączące Austrię z północnymi Włochami, czyli Innsbruck z Bolzano i dalej z Trento. Z doświadczenia wiemy, że najłatwiej dojechać od strony Szwajcarii, ale to niestety trochę naokoło. Można by się zapytać po co pchać się tak daleko, gdy piękne górki mamy pod nosem? Pierwszy raz tam zajechaliśmy jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, to jeszcze był czas lirów, szylingów, marek, których zresztą dużo nie mieliśmy. Zajechaliśmy z namiotami, garami, śpiworami,żarciem, marzliśmy okropnie, chodziliśmy bardzo dużo i ekstremalnie i tak nam się spodobało, że przez następne lata ciągle nas tam ciągnęło. Bo to są góry jedyne w swoim rodzaju, drugich takich w Europie nie ma. Namiotowy wyjazd był pierwszy i ostatni, później już za euro, wynajmowaliśmy lepsze lub gorsze apartamenty, w lepszych lub gorszych rejonach gór i lepiej lub gorzej radziliśmy sobie na górskich szlakach. Ponieważ w tym roku, z przyczyn od nas niezależnych nie udało się nam zorganizować zagranicznego wyjazdu, wracam pamięcią do tego co było w tamtym roku. Na czas trudny do określenia, zostają nam tylko wspomnienia, ale za to jakie. Nasze wędrowanie po szlakach otaczających dolinę Val di Fassa niewiele różniło się od naszych wcześniejszych wyjazdów. Jeśli ktoś zaś nie wie czy warto, niech pójdzie na trasę z nami. Jestem porządnym polskim patriotą, najpiękniejsze są Polskie Tatry. Dzisiaj na krótki czas jestem Włochem, czy też niemieckojęzycznym tubylcem, Południowym Tyrolczykiem. Dolomity to najpiękniejsze góry we Włoszech i całej Europie.


Pod poniższymi zdjęciami trochę informacji, co gdzie i jak, a te dalsze same mówią za siebie.

Więcej zdjęć z tej wyprawy w Dolomity można znaleźć tutaj

Gorce

Ochotnica Górna 16.08 - 23.08.2020


Gorce. Widok na Tatry z podejścia na Turbacz.

Wszystkie plany wyjazdowe, czy to indywidualne, czy grupowe, czy też organizowane przez klub,z powodu epidemii musiały ulec zmianie, praktycznie zostały zawieszone. Kilkoro z nas w czerwcu pojechało w Beskid Śląski,w czasie wakacji mieliśmy siedzieć w domu. Ale jak tu siedzieć, kiedy za oknem suche, gorące lato. Jeśli nie można razem, to chociaż osobno i tam gdzie może nie ma dużo ludzi. Druga połowa sierpnia, szczyt sezonu, w Gorcach na szlakach tłumów nie ma. Trochę można spotkać jak zawsze na Turbaczu, przy wieżach widokowych na Gorcu, Lubaniu czy Magurce. Sami byliśmy też, odcięci od świata, w domku, położonym w głębokiej dolinie Jurkowskiego Potoku. Domek jak z bajki i choć prądu i zasięgu nie ma, to wszelkie wygody i oczekiwania, nawet te wyrafinowane są spełnione. Dziwne, da się żyć bez radia, telewizora i internetu, nawet bez telefonu się da, choć łączyliśmy się ze światem będąc na szczytach gór. Gorce, może to niewielkie góry, ale przez dobry, cały tydzień, jest gdzie chodzić, a jeśli tak jak ja ma się wiele wspomnień z wędrówek, z czasów bardzo dawnej młodości, to tym chętniej się po nich chodzi. Wszyscy, którzy szukają ciszy i spokoju, ładnych widoków, urozmaiconych, o różnej skali trudności, tras, jedźcie w Gorce. A my jeśli przeżyjemy ten Armagedon, to w przyszłym roku, może wczesną wiosną, może późną jesienią, ponownie się tam wybierzemy.


Więcej zdjęć z tego wyjazdu można znaleźć tutaj

Lago di Como
Włochy

23.08 - 30.08.2013



Como, port jachtowy, w głębi widoczna katedra. Położone nad najbardziej malowniczym jeziorem w Alpach.


Więcej zdjęć z tej wyprawy można znaleźć tutaj

Tatry Wysokie
Słowacja

Mengusovce 14.07 - 21.07.2013


Widok z Benango we wsi Mengusovce na Tatry Wysokie.

Porządna grupa się tego roku zebrała na tatrzańskie wędrowanie. Najwyższy zlitował się nad nami i po raz pierwszy od wielu lat, w lipcu, obdarzył nas piękną pogodą. Co prawda pierwszego dnia trochę siąpiło, a góry co raz skrywały się w chmurach, ale co to za deszcz. A grupa była mocno zróżnicowana, więc każdy chodził jak chciał, gdzie chciał i z kim chciał. Zdecydowana większość tras obejmowała Tatry Wysokie, ale jak co roku byliśmy w Słowackim Raju i w Tatrach Zachodnich. W tym samym czasie po polskiej stronie nizliczone rzesze turystów zadeptywały szlaki TPN, na Giewont, Kasprowy, do Morskiego Oka ustawiały się kolejki, po słowackiej stronie ludzi sporo, ale znośnie, tłumów nie widać, nawet w schroniskach. Choć za wszysko trzeba płacić w euro, dużo drożej nie jest, ośmielę się twierdzić, że było taniej. Noclegi były tańsze, niż na majówce w Górach Izerskich, a standart podobny, a nawet wyższy. Obiady w hotelowej restauracji tańsze niż w podobnej knajpie w Polsce. Jedynie piwo w schroniskach drogie, ale tam je trzeba wnieść na plecach. Nie wiadomo czy w przyszłym roku stać nas będzie na drogie Alpy, może zagranica skończy się na tanich Tatrach, względnie tanich.Do dobrej pogody dostroili się wszyscy uczestnicy i pod względem turystycznym i towarzyskim. Co bardzo dziwne wszyscy wracali do domu zadowoleni, przynajmniej tak mówili. Wszyskim przesyłam serdeczne podziękowania i turystyczne pozdrowienia, szczególnie pozdrawiam właściciela chojnowskiej gitary i jego małżonkę, bez nich nasze wieczory byłyby ciche i smutne. A Słowacja i Tatry czekają na turystów z Polski, w imieniu całej grupy mogę powiedzieć, warto, zdecydowanie warto. Do zobaczenia za rok!


Więcej zdjęć z tej wyprawy można znaleźć tutaj

Dolina Montafon
Austria

St.Gallenkirch 17.08 - 24.08.2013


W dole widoczna górna część Doliny Montafon, aż po szczyty alpejskiej grupy Silvretta. Schodzimy ze szczytu Kreuzjoch do St. Gallenkirch.

Trzy samochody wysokiej klasy, posażerów po czterech na wóz, w połowie sierpnia pomknęło jeszcze darmowymi autostradami przez Niemcy na sam koniec Austrii, aż pod granicę ze Szwajcarią. Celem naszym była wielka Dolina Montafon, bardzo malownicza, ze wszystkich stron otoczona bardzo wysokimi górami. Przez cały tydzień wędrowaliśmy tylko w obrębie tej jednej doliny i jej odgałęzień, korzystając z doskonałej infrastuktury, czynnych wyciągów, dużej ilości schronisk, dobrych dróg. Poza jednym dniem deszczowym pogoda dopisała, turystów raczej mało, szczyt sezonu jak zwykle tam zimą, ceny znośne, nawat jak na nasze skromne możliwości. Mieszkaliśmy w samym centrum doliny, w niedużej miejscowości, codziennie wyjeżdżaliśmy na trasę kierując się w stronę jednego z wyciągów, tam szybko do góry, powyżej 2000 m, a dalej już na nóżkach, średnio 5 do 7 godzin czystego marszu. Trasy łatwe pod względem technicznym, bardzo, bardzo widokowe, jedyna trudność to duże przewyższenia, jak już spadliśmy na dół to czuć było to w nogach. Trasy doskonałe dla starszych i zaawansowanych, na wczasy rodzinne, czyli dla nas.Będziemy bardzo dobrze wspominać te wędrowanie, jak zawsze w Austrii, niewiele miejsc tam zostało gdzie jeszcze nie byliśmy, a jeśli nie byliśmy, to będziemy.


Więcej zdjęć z tej wyprawy można znaleźć tutaj